wtorek, 3 czerwca 2014

siedemnasty, czyli pobojowisko.

mowa oczywiście o moim pokoju.

czas.. czas.. czas goni, czas ucieka, a tyle do zrobienia. i nie ma go na gotowanie - toteż pokój ozdobiony jest opakowaniami po daniach na wynos, co rusz ketchupami z KFC, zaś kubełek z owego zaczął robić za śmietnik.

na sen też nie ma czasu i czuję się jakbym była nieco więcej niż lekko wypita.

prawdopodobnie dużo osób pochłania większe ilości kawy niż mogliby sobie na to pozwolić. na szczęście kawy nie piję, ale na zrobienie herbaty czasu mi szkoda.. 
stąd pod stolikiem kończąca się IceTea i Nestea. a, nie, sorry - Nestea już się skończyła.

brak czasu nawet na pieprzony marketing, bo utknęłam w mega męczącej książce Karzeł. naprawdę w mega męczącej i denerwującej, bo ileż razy można czytać to samo zdanie albo jak długi może być akapit złożony z samych pytań retorycznych?! no właśnie.
ponadto nie ma to jak czytać co rusz, jak bardzo tytułowy bohater nienawidzi ludzi, jak się śmieją, bo mają różowe dziąsła, jak jedzą, bo ruszają językami, jak płaczą, bo mają ohydne gruczoły, z których wypływa łza.
przepraszam najmocniej, ale trzeba być naprawdę *ekhem*, żeby coś tak irytującego napisać. takie pieprzone ctrl + c i ctrl + v przez ponad sto stron! a gdzie tam koniec..

teoretycznie i brak czasu na napisanie czegoś na blogu, ale chociaż mogę się wymarudzić.

a nauka na kolokwium z przedmiotu, przez którego piszę tę notkę? nie wiem, w las poszła. ha! wiecie dlaczego? wiecie?

no oczywiście - bo nie ma czasu.