wtorek, 27 maja 2014

szesnasty, czyli jak niewiele trzeba.

- siema, dziewczyno! - usłyszałam, jak jakiś dobrze wstawiony chłopak za mną krzyknął, choć nie było jeszcze dwunastej w południe. zazwyczaj nie reaguje się na różne dziwne, ale chyba miałam dobry humor.
- no, siema! - odkrzyknęłam.
- lecisz gdzieś daleko?
- a, no.. z kawałek będzie - odpowiedziałam, po czym znajomy się uśmiechnął i tyle.

jak niewiele trzeba, aby na twarzy innego człowieka pojawił się uśmiech. czasem wystarczy po prostu wyeliminować uprzedzenia. tak niewiele trzeba, żeby nasze życie było bardziej kolorowe - mówią, że to trudna sztuka myśleć pozytywnie, a wystarczy chcieć.
dlaczego we wszystkim potrafimy doszukać się beznadziejności, nawet w najlepszej chwili, a w najgorszej nie odnajdujemy radości?

1. rodzice znowu czegoś chcą? - świetnie, bo uważają, że mogą na nas polegać.
2. ktoś ma zły humor i choć nie słusznie, to nam się obrywa? - cóż, każdy jest tylko człowiekiem, w końcu zostaniemy przeproszeni i nie raz i my potrzebujemy worka treningowego.
3. kolejna kłótnia z drugą połówką? - albo umocni związek albo go zakończy i da szansę na coś bardziej wartościowego.
4. spóźniony na pociąg? - i już z doświadczenia wiesz, że budzik musisz ustawić na godzinę wcześniej.
5. cholerna pogoda, znowu leje! - nagle masz czas na naukę, porządki czy pomalowanie pazurków.

nie taki diabeł straszny, wszystko zależy od nas. znam kogoś, komu lata pracy zajęło, aby w 100% zmienić swoje nastawienie na pozytywne no matter what - i wiecie co? nie znam szczęśliwszego człowieka.

pozdrawiam!

środa, 21 maja 2014

piętnasty, zniknęła mi siostra.

zawsze panikuję, czasem mniej, czasem więcej. zawsze lubię mieć informacje, tak po prostu, może kiedyś się przydadzą. zawszę sprawdzam ludzi, którzy są w obrębie moich bliskich. zawsze zdobywam na nich namiary - numery telefonów, adresy, w miarę możliwości poznaję osobiście, w niektórych przypadkach kontroluję na Facebooku. jak wszyscy dobrze wiemy, to właśnie Facebook w dzisiejszych czasach jest w stanie dać nam najwięcej informacji.

i choć piszę, że zawsze - raz tego nie zrobiłam. raz.

zniknęła mi siostra. małolata, pstro w głowie, która miała i ma nadal do czynienia z rzeczami i substancjami, których mi nie dane było nigdy poznać, po prostu mam trochę więcej oleju w głowie. przez to też nigdy nie wiem, co mogłoby się jej stać, co mogłoby wpaść jej do głowy. nie wiem nic, bo sama nigdy nie byłam w jej sytuacji, a ona pod różnymi wpływami.. nie kontroluje rzeczywistości.
zero kontaktu, telefony wyłączone.

informacja o tym rozpieprzyła mi wszystko - naukę, sen, nerwy. już nawet nie mam co palić. tylko dlatego, że moje zawsze właśnie dzisiaj zawiodło. kilka minut temu, po paru godzinach ją odnaleźli. nic ponadto nie wiem. i jeszcze czuję tę panikę, ból głowy, roztrzęsione ręce, bo choć nie rodzona siostra, kocham jak własną.

powiedzcie jak bardzo zdarzyło Wam się odczuć bezradność? jak? moją dzisiejszą nie mogę porównać z niczym, co zdarzyło się wcześniej. tak, i teraz w końcu mogę egoistycznie pisać, jak bardzo to JA ucierpiałam, bo ostatnie sekundy, minuty i godziny były najdłuższymi w moim życiu i liczyła się ONA.

no i puenta:
NIGDY, ale to NIGDY niczego nie ignoruj. nawet, jeśli wydaje Ci się, że to nic szczególnego, że szkoda na coś czasu, choć za każdym poprzednim razem całe Twoje działanie było 'jakby co'.
wiecie, co chcę napisać, prawda?
właśnie wtedy, kiedy coś zignorujecie, stanie się to, czemu moglibyście zapobiec, gdybyście i na to zwrócili uwagę.

ironia losu? zawsze tak jest.

wtorek, 20 maja 2014

czternasty, czyli komajr i pijar.

komary za nami latają, a za mną chodzi piosenka..
pewnie doskonale znana!

komar to jest zwierzę, kurwa jego mać, jak cię nie ujebie, to nie może spać..

już ostatnio użerałam się z 12 komarami pod kloszem, 4 przy firankach, 2 na ścianach.. taka śmieszna sytuacja, że zapomniałam zamknąć okno. a dotarło to do mnie dopiero wtedy, kiedy zostałam zaatakowana przez większą wersję tych bestii.

swoją drogą, SESJA is coming. czyli mało czasu dla każdego z nas, żeby pisać coś sensownego albo nawet żeby pisać cokolwiek.

pijar to jest przedmiot, kurwa jego mać, jak go znów oblejesz, Wojcik nie da spać..

czwartek, 1 maja 2014

trzynasty, przypadeg? nie sondze..

zkacowani, dajcie sygnał, że nie tylko mnie poniosło, nie tylko ja jestem taka gupia i nieodpowiedzialna. i weź idź do pracy. 
wczoraj wieczorem naszły mnie całkiem niebanalne rozmyślania, oczywiście nie pamiętam z nich nic - prócz tego, że były niebanalne.
a właśnie, ale wiecie, że przed i po wstawieniu myślnika ma być spacja? PRZED i PO.


człowiek wpada na świetny pomysł, a następnego ranka ma 30 minut w pieprzonym tramwaju, żeby się w myślach na siebie naprzeklinać. nie, kompletnie nie rozumiem swojego myślenia pod wpływem. zwłaszcza Jacka. nigdy niczego po nim nie pamiętam.. różnica polega na tym, że jak wypiję mało, to po czasie przypomnę sobie sama. nie muszę pisać jak jest po dużej ilości, prawda?


pierdolenie.


ale chociaż się rozkręcam, marudzenie jest dobrym objawem. oczywiście mam na myśli bloga, coraz głębiej w poważaniu mam.. odbiór tego, co piszę.


postawi mnie to na nogi? jest napisane, że w ciągu pięciu minut. yhy.
na domiar złego, taki bonusik, nasz kochany PR. pani Krysia.. przepraszam.. profesor Krysia stoi od kilku tygodni i się kurzy. taki eksperyment - może okładka zrobi się czarna? albo tak się zakurzy, że kiedyś nie zauważę, przetrę szmatką i spokój.


pozdrawiam !
*auć, kurwa, nie krzycz*