najgorzej jest wtedy, kiedy czujesz, że nic nie czujesz. dosłownie nic.
kiedy się wkurwiasz, a tak naprawdę masz świadomość, że w ogóle nie jesteś zły. szukasz byle pretekstu, żeby się pokłócić, żeby prowokować ludzi do wyprowadzania Cię z równowagi. wszystko po to, żeby w końcu mieć bodziec. a później przepraszasz i tłumaczysz, choć nie każdy potrafi to zrozumieć.
a znasz to, że kiedy się śmiejesz, wcale nie czujesz się rozbawiony? albo szczęśliwy? tylko Twój organizm reaguje w prawidłowy sposób, zaś w środku nic nie drgnęło.
po prostu jesteś neutralny do granic możliwości, wytrzymałości.
gdy kogoś ranisz powinno Ci być smutno. wyglądasz na przybitego, zamyślonego, ale tego nie odczuwasz. nawet jakbyś bardzo chciał. a kiedy płynął łzy, zastanawiasz się z jakiego powodu.
po prostu masz blokadę. taką, której nie potrafisz przeskoczyć.
znasz to?
z reguły spotykamy się z nadmiarem emocji, których nie potrafimy z siebie wyrzucić. bieganie, siłownia, praca, alkohol dają jedynie chwile, gdy nie przetwarzamy zdarzeń.
wiesz co jest jeszcze gorsze?
gdy Ci źle i nie wiesz dlaczego. przecież, kurwa, gdybyś wiedział, coś byś z tym zrobił!
nawet gdy ponosisz porażkę ważne jest poczucie, że zrobiło się wszystko, aby osiągnąć sukces.
piątek, 28 listopada 2014
wtorek, 3 czerwca 2014
siedemnasty, czyli pobojowisko.
mowa oczywiście o moim pokoju.
czas.. czas.. czas goni, czas ucieka, a tyle do zrobienia. i nie ma go na gotowanie - toteż pokój ozdobiony jest opakowaniami po daniach na wynos, co rusz ketchupami z KFC, zaś kubełek z owego zaczął robić za śmietnik.
na sen też nie ma czasu i czuję się jakbym była nieco więcej niż lekko wypita.
prawdopodobnie dużo osób pochłania większe ilości kawy niż mogliby sobie na to pozwolić. na szczęście kawy nie piję, ale na zrobienie herbaty czasu mi szkoda..
stąd pod stolikiem kończąca się IceTea i Nestea. a, nie, sorry - Nestea już się skończyła.
brak czasu nawet na pieprzony marketing, bo utknęłam w mega męczącej książce Karzeł. naprawdę w mega męczącej i denerwującej, bo ileż razy można czytać to samo zdanie albo jak długi może być akapit złożony z samych pytań retorycznych?! no właśnie.
ponadto nie ma to jak czytać co rusz, jak bardzo tytułowy bohater nienawidzi ludzi, jak się śmieją, bo mają różowe dziąsła, jak jedzą, bo ruszają językami, jak płaczą, bo mają ohydne gruczoły, z których wypływa łza.
przepraszam najmocniej, ale trzeba być naprawdę *ekhem*, żeby coś tak irytującego napisać. takie pieprzone ctrl + c i ctrl + v przez ponad sto stron! a gdzie tam koniec..
teoretycznie i brak czasu na napisanie czegoś na blogu, ale chociaż mogę się wymarudzić.
a nauka na kolokwium z przedmiotu, przez którego piszę tę notkę? nie wiem, w las poszła. ha! wiecie dlaczego? wiecie?
no oczywiście - bo nie ma czasu.
czas.. czas.. czas goni, czas ucieka, a tyle do zrobienia. i nie ma go na gotowanie - toteż pokój ozdobiony jest opakowaniami po daniach na wynos, co rusz ketchupami z KFC, zaś kubełek z owego zaczął robić za śmietnik.
na sen też nie ma czasu i czuję się jakbym była nieco więcej niż lekko wypita.
prawdopodobnie dużo osób pochłania większe ilości kawy niż mogliby sobie na to pozwolić. na szczęście kawy nie piję, ale na zrobienie herbaty czasu mi szkoda..
stąd pod stolikiem kończąca się IceTea i Nestea. a, nie, sorry - Nestea już się skończyła.
brak czasu nawet na pieprzony marketing, bo utknęłam w mega męczącej książce Karzeł. naprawdę w mega męczącej i denerwującej, bo ileż razy można czytać to samo zdanie albo jak długi może być akapit złożony z samych pytań retorycznych?! no właśnie.
ponadto nie ma to jak czytać co rusz, jak bardzo tytułowy bohater nienawidzi ludzi, jak się śmieją, bo mają różowe dziąsła, jak jedzą, bo ruszają językami, jak płaczą, bo mają ohydne gruczoły, z których wypływa łza.
przepraszam najmocniej, ale trzeba być naprawdę *ekhem*, żeby coś tak irytującego napisać. takie pieprzone ctrl + c i ctrl + v przez ponad sto stron! a gdzie tam koniec..
teoretycznie i brak czasu na napisanie czegoś na blogu, ale chociaż mogę się wymarudzić.
a nauka na kolokwium z przedmiotu, przez którego piszę tę notkę? nie wiem, w las poszła. ha! wiecie dlaczego? wiecie?
no oczywiście - bo nie ma czasu.
wtorek, 27 maja 2014
szesnasty, czyli jak niewiele trzeba.
- siema, dziewczyno! - usłyszałam, jak jakiś dobrze wstawiony chłopak za mną krzyknął, choć nie było jeszcze dwunastej w południe. zazwyczaj nie reaguje się na różne dziwne, ale chyba miałam dobry humor.
- no, siema! - odkrzyknęłam.
- lecisz gdzieś daleko?
- a, no.. z kawałek będzie - odpowiedziałam, po czym znajomy się uśmiechnął i tyle.
jak niewiele trzeba, aby na twarzy innego człowieka pojawił się uśmiech. czasem wystarczy po prostu wyeliminować uprzedzenia. tak niewiele trzeba, żeby nasze życie było bardziej kolorowe - mówią, że to trudna sztuka myśleć pozytywnie, a wystarczy chcieć.
dlaczego we wszystkim potrafimy doszukać się beznadziejności, nawet w najlepszej chwili, a w najgorszej nie odnajdujemy radości?
1. rodzice znowu czegoś chcą? - świetnie, bo uważają, że mogą na nas polegać.
2. ktoś ma zły humor i choć nie słusznie, to nam się obrywa? - cóż, każdy jest tylko człowiekiem, w końcu zostaniemy przeproszeni i nie raz i my potrzebujemy worka treningowego.
3. kolejna kłótnia z drugą połówką? - albo umocni związek albo go zakończy i da szansę na coś bardziej wartościowego.
4. spóźniony na pociąg? - i już z doświadczenia wiesz, że budzik musisz ustawić na godzinę wcześniej.
5. cholerna pogoda, znowu leje! - nagle masz czas na naukę, porządki czy pomalowanie pazurków.
nie taki diabeł straszny, wszystko zależy od nas. znam kogoś, komu lata pracy zajęło, aby w 100% zmienić swoje nastawienie na pozytywne no matter what - i wiecie co? nie znam szczęśliwszego człowieka.
pozdrawiam!
- no, siema! - odkrzyknęłam.
- lecisz gdzieś daleko?
- a, no.. z kawałek będzie - odpowiedziałam, po czym znajomy się uśmiechnął i tyle.
jak niewiele trzeba, aby na twarzy innego człowieka pojawił się uśmiech. czasem wystarczy po prostu wyeliminować uprzedzenia. tak niewiele trzeba, żeby nasze życie było bardziej kolorowe - mówią, że to trudna sztuka myśleć pozytywnie, a wystarczy chcieć.
dlaczego we wszystkim potrafimy doszukać się beznadziejności, nawet w najlepszej chwili, a w najgorszej nie odnajdujemy radości?
1. rodzice znowu czegoś chcą? - świetnie, bo uważają, że mogą na nas polegać.2. ktoś ma zły humor i choć nie słusznie, to nam się obrywa? - cóż, każdy jest tylko człowiekiem, w końcu zostaniemy przeproszeni i nie raz i my potrzebujemy worka treningowego.
3. kolejna kłótnia z drugą połówką? - albo umocni związek albo go zakończy i da szansę na coś bardziej wartościowego.
4. spóźniony na pociąg? - i już z doświadczenia wiesz, że budzik musisz ustawić na godzinę wcześniej.
5. cholerna pogoda, znowu leje! - nagle masz czas na naukę, porządki czy pomalowanie pazurków.
nie taki diabeł straszny, wszystko zależy od nas. znam kogoś, komu lata pracy zajęło, aby w 100% zmienić swoje nastawienie na pozytywne no matter what - i wiecie co? nie znam szczęśliwszego człowieka.
pozdrawiam!
środa, 21 maja 2014
piętnasty, zniknęła mi siostra.
zawsze panikuję, czasem mniej, czasem więcej. zawsze lubię mieć informacje, tak po prostu, może kiedyś się przydadzą. zawszę sprawdzam ludzi, którzy są w obrębie moich bliskich. zawsze zdobywam na nich namiary - numery telefonów, adresy, w miarę możliwości poznaję osobiście, w niektórych przypadkach kontroluję na Facebooku. jak wszyscy dobrze wiemy, to właśnie Facebook w dzisiejszych czasach jest w stanie dać nam najwięcej informacji.
i choć piszę, że zawsze - raz tego nie zrobiłam. raz.
zniknęła mi siostra. małolata, pstro w głowie, która miała i ma nadal do czynienia z rzeczami i substancjami, których mi nie dane było nigdy poznać, po prostu mam trochę więcej oleju w głowie. przez to też nigdy nie wiem, co mogłoby się jej stać, co mogłoby wpaść jej do głowy. nie wiem nic, bo sama nigdy nie byłam w jej sytuacji, a ona pod różnymi wpływami.. nie kontroluje rzeczywistości.
zero kontaktu, telefony wyłączone.
informacja o tym rozpieprzyła mi wszystko - naukę, sen, nerwy. już nawet nie mam co palić. tylko dlatego, że moje zawsze właśnie dzisiaj zawiodło. kilka minut temu, po paru godzinach ją odnaleźli. nic ponadto nie wiem. i jeszcze czuję tę panikę, ból głowy, roztrzęsione ręce, bo choć nie rodzona siostra, kocham jak własną.
powiedzcie jak bardzo zdarzyło Wam się odczuć bezradność? jak? moją dzisiejszą nie mogę porównać z niczym, co zdarzyło się wcześniej. tak, i teraz w końcu mogę egoistycznie pisać, jak bardzo to JA ucierpiałam, bo ostatnie sekundy, minuty i godziny były najdłuższymi w moim życiu i liczyła się ONA.
no i puenta:
NIGDY, ale to NIGDY niczego nie ignoruj. nawet, jeśli wydaje Ci się, że to nic szczególnego, że szkoda na coś czasu, choć za każdym poprzednim razem całe Twoje działanie było 'jakby co'.
wiecie, co chcę napisać, prawda?
właśnie wtedy, kiedy coś zignorujecie, stanie się to, czemu moglibyście zapobiec, gdybyście i na to zwrócili uwagę.
ironia losu? zawsze tak jest.
i choć piszę, że zawsze - raz tego nie zrobiłam. raz.
zniknęła mi siostra. małolata, pstro w głowie, która miała i ma nadal do czynienia z rzeczami i substancjami, których mi nie dane było nigdy poznać, po prostu mam trochę więcej oleju w głowie. przez to też nigdy nie wiem, co mogłoby się jej stać, co mogłoby wpaść jej do głowy. nie wiem nic, bo sama nigdy nie byłam w jej sytuacji, a ona pod różnymi wpływami.. nie kontroluje rzeczywistości.
zero kontaktu, telefony wyłączone.
informacja o tym rozpieprzyła mi wszystko - naukę, sen, nerwy. już nawet nie mam co palić. tylko dlatego, że moje zawsze właśnie dzisiaj zawiodło. kilka minut temu, po paru godzinach ją odnaleźli. nic ponadto nie wiem. i jeszcze czuję tę panikę, ból głowy, roztrzęsione ręce, bo choć nie rodzona siostra, kocham jak własną.
powiedzcie jak bardzo zdarzyło Wam się odczuć bezradność? jak? moją dzisiejszą nie mogę porównać z niczym, co zdarzyło się wcześniej. tak, i teraz w końcu mogę egoistycznie pisać, jak bardzo to JA ucierpiałam, bo ostatnie sekundy, minuty i godziny były najdłuższymi w moim życiu i liczyła się ONA.
no i puenta:
NIGDY, ale to NIGDY niczego nie ignoruj. nawet, jeśli wydaje Ci się, że to nic szczególnego, że szkoda na coś czasu, choć za każdym poprzednim razem całe Twoje działanie było 'jakby co'.
wiecie, co chcę napisać, prawda?
właśnie wtedy, kiedy coś zignorujecie, stanie się to, czemu moglibyście zapobiec, gdybyście i na to zwrócili uwagę.
ironia losu? zawsze tak jest.
wtorek, 20 maja 2014
czternasty, czyli komajr i pijar.
komary za nami latają, a za mną chodzi piosenka..pewnie doskonale znana!
komar to jest zwierzę, kurwa jego mać, jak cię nie ujebie, to nie może spać..
już ostatnio użerałam się z 12 komarami pod kloszem, 4 przy firankach, 2 na ścianach.. taka śmieszna sytuacja, że zapomniałam zamknąć okno. a dotarło to do mnie dopiero wtedy, kiedy zostałam zaatakowana przez większą wersję tych bestii.
swoją drogą, SESJA is coming. czyli mało czasu dla każdego z nas, żeby pisać coś sensownego albo nawet żeby pisać cokolwiek.
pijar to jest przedmiot, kurwa jego mać, jak go znów oblejesz, Wojcik nie da spać..
czwartek, 1 maja 2014
trzynasty, przypadeg? nie sondze..
zkacowani, dajcie sygnał, że nie tylko mnie poniosło, nie tylko ja jestem taka gupia i nieodpowiedzialna. i weź idź do pracy.
wczoraj wieczorem naszły mnie całkiem niebanalne rozmyślania, oczywiście nie pamiętam z nich nic - prócz tego, że były niebanalne.
a właśnie, ale wiecie, że przed i po wstawieniu myślnika ma być spacja? PRZED i PO.
człowiek wpada na świetny pomysł, a następnego ranka ma 30 minut w pieprzonym tramwaju, żeby się w myślach na siebie naprzeklinać. nie, kompletnie nie rozumiem swojego myślenia pod wpływem. zwłaszcza Jacka. nigdy niczego po nim nie pamiętam.. różnica polega na tym, że jak wypiję mało, to po czasie przypomnę sobie sama. nie muszę pisać jak jest po dużej ilości, prawda?
pierdolenie.
ale chociaż się rozkręcam, marudzenie jest dobrym objawem. oczywiście mam na myśli bloga, coraz głębiej w poważaniu mam.. odbiór tego, co piszę.
postawi mnie to na nogi? jest napisane, że w ciągu pięciu minut. yhy.
na domiar złego, taki bonusik, nasz kochany PR. pani Krysia.. przepraszam.. profesor Krysia stoi od kilku tygodni i się kurzy. taki eksperyment - może okładka zrobi się czarna? albo tak się zakurzy, że kiedyś nie zauważę, przetrę szmatką i spokój.
pozdrawiam !
*auć, kurwa, nie krzycz*
wczoraj wieczorem naszły mnie całkiem niebanalne rozmyślania, oczywiście nie pamiętam z nich nic - prócz tego, że były niebanalne.
a właśnie, ale wiecie, że przed i po wstawieniu myślnika ma być spacja? PRZED i PO.
człowiek wpada na świetny pomysł, a następnego ranka ma 30 minut w pieprzonym tramwaju, żeby się w myślach na siebie naprzeklinać. nie, kompletnie nie rozumiem swojego myślenia pod wpływem. zwłaszcza Jacka. nigdy niczego po nim nie pamiętam.. różnica polega na tym, że jak wypiję mało, to po czasie przypomnę sobie sama. nie muszę pisać jak jest po dużej ilości, prawda?
pierdolenie.
ale chociaż się rozkręcam, marudzenie jest dobrym objawem. oczywiście mam na myśli bloga, coraz głębiej w poważaniu mam.. odbiór tego, co piszę.postawi mnie to na nogi? jest napisane, że w ciągu pięciu minut. yhy.
na domiar złego, taki bonusik, nasz kochany PR. pani Krysia.. przepraszam.. profesor Krysia stoi od kilku tygodni i się kurzy. taki eksperyment - może okładka zrobi się czarna? albo tak się zakurzy, że kiedyś nie zauważę, przetrę szmatką i spokój.
pozdrawiam !
*auć, kurwa, nie krzycz*
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
dwunasty, czyli strach.
on nie może stać na przeszkodzie, wręcz przeciwnie - musi napędzać. a przecież nie tylko on ma tendencję do ograniczania możliwości.
to nie jest łatwe, żeby tak ot, po prostu, przekierować go na pozytywne działanie.
bo przecież najwięcej znajdujemy go tam, gdzie już wcześniej byliśmy, gdzie nagle się znów pojawiamy, pamiętając, że skończyło się to wywołaniem strachu. więc jak go poskromić? jak ma umocnić? jak ma nie ograniczać, gdy trzeba będzie podjąć podobną decyzję?
wszystko siedzi w naszej głowie. podobnie jest z powszechnie uwielbianą miłością. przecież to nic skomplikowanego.. jeśli chcemy przestać coś do kogoś czuć, wystarczy odpowiednio na siebie zadziałać. tak, możecie się ze mną kłócić. zwłaszcza ci, którzy nigdy tego nie próbowali. wystarczy znać siebie, to, jak myślimy. znać swoją psychikę.
wystarczy na nią zadziałać.
pozdrawiam !
to nie jest łatwe, żeby tak ot, po prostu, przekierować go na pozytywne działanie.
bo przecież najwięcej znajdujemy go tam, gdzie już wcześniej byliśmy, gdzie nagle się znów pojawiamy, pamiętając, że skończyło się to wywołaniem strachu. więc jak go poskromić? jak ma umocnić? jak ma nie ograniczać, gdy trzeba będzie podjąć podobną decyzję?
wszystko siedzi w naszej głowie. podobnie jest z powszechnie uwielbianą miłością. przecież to nic skomplikowanego.. jeśli chcemy przestać coś do kogoś czuć, wystarczy odpowiednio na siebie zadziałać. tak, możecie się ze mną kłócić. zwłaszcza ci, którzy nigdy tego nie próbowali. wystarczy znać siebie, to, jak myślimy. znać swoją psychikę.
wystarczy na nią zadziałać.
pozdrawiam !
jedenasty, czyli komplikacje.
kobiety to naprawdę skomplikowane stworzenia. dlaczego one (przepraszam: my) chcemy zawsze wszystko nazywać? przecież jeśli jest dobrze tak, jak jest, to niech tak będzie. jeśli dostaje się wszystko, co chce, w sposób w jaki się chce, to na cholerę to nazywać?!
przecież to wszystko komplikuje. coś, co jest nazwane lub najzwyczajniej w świecie wypowiedziane na głos, staje się realne. urzeczywistnione. niektórych to może przerażać.
wiem po sobie! a Ag. już nie raz usłyszała 'niektórych rzeczy nie mówi się na głos'.
dlaczego wymagamy nazywania? dlaczego to robimy?
to jest kompletnie bez sensu. wszystko jest bz sensu.
ten dzień jest z serii bez sensu .
pozdrawiam !
przecież to wszystko komplikuje. coś, co jest nazwane lub najzwyczajniej w świecie wypowiedziane na głos, staje się realne. urzeczywistnione. niektórych to może przerażać.
wiem po sobie! a Ag. już nie raz usłyszała 'niektórych rzeczy nie mówi się na głos'.
dlaczego wymagamy nazywania? dlaczego to robimy?
to jest kompletnie bez sensu. wszystko jest bz sensu.
ten dzień jest z serii bez sensu .
pozdrawiam !
piątek, 11 kwietnia 2014
dziesiąty, czyli do trzeźwości mi daleko.
gdy masz wrażenie, że się unosisz. zamykasz oczy i nie stoisz - unosisz się. jesteś ponad tym wszystkim. drgasz z zimna, przede wszystkim w ręku Przede Wszystkim. tłum ludzi, ale Cię nie ma. to sprawia, że w głowie jest jeden wielki zamęt. piękność.
powstrzymujesz się przed tym, na co masz ochotę. wiesz, że to może tylko narobić Ci problemów. nie ogółem - problemów w głowie.
mija minuta.. druga.. trzecia.. mijają nie przemijąjąc, a ty stoisz. dłonie drżą, delikatnie, przemieszczają się po ciele i dążą do spełnienia tego, przed czym się powstrzymujesz. tak zabawne, a dla Ciebie tak ważne.
w końcu się decydujesz.
fair weather friends - fly by
fair weather frinds - fortune player
i to nic nie zmienia. nieważny szczegół, którego unieruchamiasz z każdą minutą.
powstrzymujesz się przed tym, na co masz ochotę. wiesz, że to może tylko narobić Ci problemów. nie ogółem - problemów w głowie.
mija minuta.. druga.. trzecia.. mijają nie przemijąjąc, a ty stoisz. dłonie drżą, delikatnie, przemieszczają się po ciele i dążą do spełnienia tego, przed czym się powstrzymujesz. tak zabawne, a dla Ciebie tak ważne.
w końcu się decydujesz.
fair weather friends - fly by
fair weather frinds - fortune player
i to nic nie zmienia. nieważny szczegół, którego unieruchamiasz z każdą minutą.
wtorek, 8 kwietnia 2014
dziewiąty, czyli brak mobilizacji.
mój pokój nie wygląda najgorzej. okna umyte. serie ćwiczeń za mną. zakupy zrobione.
miałabym ochotę po raz enty powycierać kurze, poustawiać wszystko na półkach zupełnie inaczej, niż zrobiłam to parę dni temu. chętnie bym poodkurzała, ale późno już. mogłabym jeszcze poćwiczyć, gdybym umiała się ruszać i miała mniej oliwy w głowie. nawet posta piszę, choć kompletnie nie mam pomysłu.
brak mobilizacji?
owszem. do tego, co konieczne.
z tym mi się to kojarzy. =>>
..naprawdę nauczę się na ten PR. obiecuję, że zacznę już w sobotę. ewentualnie w niedzielę. i niech kolokwium będzie w dowolny dzień tygodnia, o dowolnej godzinie. tylko proszę..
..nie w tym tygodniu.
pozdrawiam !
ps. wiedziałam, że jak umyję okna, to następnego dnia będzie padać. przecież to było do przewidzenia..
środa, 2 kwietnia 2014
ósmy, czyli miasto.
'Katowice mają przyszłość', 'w Katowicach cały czas coś się dzieje', 'jedź do Katowic'.
nigdy nie umiałam rozróżnić ile w tym prawdy, a ile pierdolenia.
Racibórz, wtorek, za osiem osiemnasta, przy Starowiejskiej. cisza. garstka dzieci bawiących się na placu, okupowane ławki osiedlowe, zawalony parking, na ulicy.. autobus. w sumie na przystanku, nie na ulicy.
ogólnie rzecz ujmując: cisza.
Starowiejska - ulica umożliwiająca ominięcie centrum miasta w momencie, gdy szanowny kierowca pragnie trafić do Czech.
cisza.
może faktycznie dużo pierdolenia nie było o tych Katowicach..
..za to ja z tym w tej notce się nie kryję.
nigdy nie umiałam rozróżnić ile w tym prawdy, a ile pierdolenia.
Racibórz, wtorek, za osiem osiemnasta, przy Starowiejskiej. cisza. garstka dzieci bawiących się na placu, okupowane ławki osiedlowe, zawalony parking, na ulicy.. autobus. w sumie na przystanku, nie na ulicy.
ogólnie rzecz ujmując: cisza.
Starowiejska - ulica umożliwiająca ominięcie centrum miasta w momencie, gdy szanowny kierowca pragnie trafić do Czech.
cisza.
może faktycznie dużo pierdolenia nie było o tych Katowicach..
..za to ja z tym w tej notce się nie kryję.
wtorek, 25 marca 2014
siódmy, czyli pod wpływem emocji.
coraz częściej myślę, że w tym całym blogu nie chodzi o to, żeby znaleźć pomysł, być kreatywnym. albo przynajmniej nie tylko. pospolity temat na pewno dostarcza mniej problemów.
a jeśli tu chodzi o to, żeby głośno mówić o tym, co się myśli? żeby pokazać siebie bez maski? według mnie jest to w chuj ciężkie zadanie.
kiedyś ktoś mi coś powiedział, dotyczyło to pierwszych zajęć z warszatatów dziennikarskich w pierwym semestrze.
chodziło o to, że ta osoba odebrała mnie źle, bo nie chciałam odpowiedzieć na jakieś pytanie, głośno powiedzieć co myślę i, jakby nie było, ujawnić się, a, wg tej osoby, to przecież robi dziennikarz.
fakt. robi, więc może się po prostu do tego nie nadaję? więc powiem Ci, o ile to czytasz, że właśnie to pierwsze wrażenie było prawdziwe.
wierzę w to, że każdy z nas nosi maskę, ale niewykluczone jest, że inni zbroję.
brak weny? wena pojawia się w towarzystwie emocji, a one są zawsze. zajebistą sprawą jest to, że mamy grupę od blogów/vlogów, poprawiamy sobie wzajemnie statystyki i tak dalej. ale może nie tylko mnie to w jakiś sposób ogranicza, dlatego pisanie wychodzi ciężko.
anonimowość w sieci niemożliwa? prawdopodobnie właśnie tak jest, ale co znaczy anonimowość, jeśli wyśledzić Cię mogą osoby, które kompletnie Cię nie znają? nie trzeba z nimi żyć, kontaktować się, uspołeczniać. nie trzeba nic.
może to swojego rodzaju chęć akceptacji nas ogranicza, a ja wiem, że gdybym przelała tu wszystko, co myślę, pewnie większa połowa chętnie wysłałaby mnie do psychiatryka.
Rybnik nie tak daleko.
ale człowiek całe życie się uczy..
pozdrawiam !
ps. dziękuję Ance za komentarz, przez Ciebie w środku nocy otworzyłam laptopa, żeby nie umknęło mi to, co wyżej powstało, a co należałoby z dziesięć razy przeredagować.
a jeśli tu chodzi o to, żeby głośno mówić o tym, co się myśli? żeby pokazać siebie bez maski? według mnie jest to w chuj ciężkie zadanie.
kiedyś ktoś mi coś powiedział, dotyczyło to pierwszych zajęć z warszatatów dziennikarskich w pierwym semestrze.
chodziło o to, że ta osoba odebrała mnie źle, bo nie chciałam odpowiedzieć na jakieś pytanie, głośno powiedzieć co myślę i, jakby nie było, ujawnić się, a, wg tej osoby, to przecież robi dziennikarz.
fakt. robi, więc może się po prostu do tego nie nadaję? więc powiem Ci, o ile to czytasz, że właśnie to pierwsze wrażenie było prawdziwe.
wierzę w to, że każdy z nas nosi maskę, ale niewykluczone jest, że inni zbroję.
brak weny? wena pojawia się w towarzystwie emocji, a one są zawsze. zajebistą sprawą jest to, że mamy grupę od blogów/vlogów, poprawiamy sobie wzajemnie statystyki i tak dalej. ale może nie tylko mnie to w jakiś sposób ogranicza, dlatego pisanie wychodzi ciężko.
anonimowość w sieci niemożliwa? prawdopodobnie właśnie tak jest, ale co znaczy anonimowość, jeśli wyśledzić Cię mogą osoby, które kompletnie Cię nie znają? nie trzeba z nimi żyć, kontaktować się, uspołeczniać. nie trzeba nic.
może to swojego rodzaju chęć akceptacji nas ogranicza, a ja wiem, że gdybym przelała tu wszystko, co myślę, pewnie większa połowa chętnie wysłałaby mnie do psychiatryka.
Rybnik nie tak daleko.
ale człowiek całe życie się uczy..
pozdrawiam !
ps. dziękuję Ance za komentarz, przez Ciebie w środku nocy otworzyłam laptopa, żeby nie umknęło mi to, co wyżej powstało, a co należałoby z dziesięć razy przeredagować.
szósty, czyli niewielkie znaczenie.
czasem pozornie nieistotne rzeczy mogą utknąć w głowie. osobiście za każdym razem, jak wyglądam przez okno, zastanawiam się co oznacza logo Tru Trussardi.
właśnie sprawdziłam w Googlach, że to jednak pies. jednak nijak mi go nie przypomina na billboardzie, którego widzę.
to jak te głupie wspomnienia, które czasem po prostu nas nawiedzają. nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak. siedzą gdzieś w podświadomości.
ble.. i o czym tu pisać..
pozdrawiam !
właśnie sprawdziłam w Googlach, że to jednak pies. jednak nijak mi go nie przypomina na billboardzie, którego widzę.
to jak te głupie wspomnienia, które czasem po prostu nas nawiedzają. nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak. siedzą gdzieś w podświadomości.
ble.. i o czym tu pisać..
pozdrawiam !
czwartek, 20 marca 2014
piąty, czyli kilka wersów.
jest ciepło, jest słonecznie, jest nastrój, humor, lenistwo.
jest czwartek.
przetrwaliśmy jesień, przetrwaliśmy zimę. przetrwaliśmy melancholię.
i czasem słowa pisane pod wpływem emocji tracą na znaczeniu. chociaż chwilowo. podzielę się nimi, choć dzielić się czymkolwiek czasem jest trudno.
skamieniałe oczy, bezbarwne słowo
i choć dusza milczy, usta otwieram na nowo
w pogoni za szczęściem, gdzieś wyczuwam cios goryczy
teraz sama milczę, a moje serce krzyczy
kto zrozumieć ma jak wiele może znaczyć
przylepiony uśmiech gdy próbuje się wybaczyć
gdzie można znaleźć dobry punkt odniesienia
skoro stale walczę, a wciąż mniej mam do stracenia..
(23 listopada 2013, 22:28)
pozdrawiam !
jest czwartek.
przetrwaliśmy jesień, przetrwaliśmy zimę. przetrwaliśmy melancholię.
i czasem słowa pisane pod wpływem emocji tracą na znaczeniu. chociaż chwilowo. podzielę się nimi, choć dzielić się czymkolwiek czasem jest trudno.
skamieniałe oczy, bezbarwne słowo
i choć dusza milczy, usta otwieram na nowo
w pogoni za szczęściem, gdzieś wyczuwam cios goryczy
teraz sama milczę, a moje serce krzyczy
kto zrozumieć ma jak wiele może znaczyć
przylepiony uśmiech gdy próbuje się wybaczyć
gdzie można znaleźć dobry punkt odniesienia
skoro stale walczę, a wciąż mniej mam do stracenia..
(23 listopada 2013, 22:28)
pozdrawiam !
środa, 19 marca 2014
czwarty, czyli uczelnia.
jak zostało przekazane, pewna osoba powiedziała, że dodawanie postów na bloga jest jak dobry seks - trzy razy w tygodniu i git.
małe wymagania..
..chyba, że weny wciąż brak. tak, tak, przecież o blogu piszę.
i nadszedł czas, aby w końcu zabrać się za wybór specjalności i przedmiotów sw.
przedmiotów sw? a nas to dotyczy? od drugiego semestru? a jak to zrobić? ktoś coś wie? dlaczego w tym pieprzonym e-dziekanacie nic nie jest napisane?!
czyli wędrówki pierwszych roczników do dziekanatu, aby dowiedzieć się czegokolwiek. i zaspamowane grupy na facebooku, bo jakby inaczej.
i cytat, bo tak mi się spodobał:
małe wymagania..
..chyba, że weny wciąż brak. tak, tak, przecież o blogu piszę.
i nadszedł czas, aby w końcu zabrać się za wybór specjalności i przedmiotów sw.
przedmiotów sw? a nas to dotyczy? od drugiego semestru? a jak to zrobić? ktoś coś wie? dlaczego w tym pieprzonym e-dziekanacie nic nie jest napisane?!
czyli wędrówki pierwszych roczników do dziekanatu, aby dowiedzieć się czegokolwiek. i zaspamowane grupy na facebooku, bo jakby inaczej.
i cytat, bo tak mi się spodobał:
"Kody WD" tak tajemniczo <3
pozdrawiam !
ps. może w końcu niedługo uda mi się napisać coś normalnego..
żródło zdj: internety/facebook/typowa pani z dziekanatu
żródło zdj: internety/facebook/typowa pani z dziekanatu
poniedziałek, 17 marca 2014
trzeci, czyli chodząca melodia.
przechodzisz uliczką, a z niedalekiej knajpy dochodzą znajome dźwięki. czasem to wystarczy, żeby do końca dnia mieć problemy z pozbyciem się melodii dzwoniącej w głowie.
gdy wracałam wczoraj do mieszkania właśnie na to się natknęłam. nie było innej rady, jak po powrocie wrzucić ją na youtube'a. nie obyło się również bez Małej Wojny czy Sztuki Latania.
i znowu się zaczyna.
zgubiłam wenę. już tak dawno, że nawet nie pamiętam. wiersze się piszą, tak, pod wpływem emocji. ale posty?
pozdrawiam !
źródło zdj: http://mp3.phorum.pl/viewtopic.php?f=2&t=24
źródło zdj: http://mp3.phorum.pl/viewtopic.php?f=2&t=24
czwartek, 13 marca 2014
drugi, czyli to, co drażni.
jak to ktoś kiedyś trafnie ujął: 'mały palec u stopy jest po to, aby w ciemnym pokoju odnajdywać meble'.
junkers tak bardzo.
pomysł na post wpadł mi do głowy, gdy kolejnego poranka dopadła mnie myśl, że znów się spóźnię. ciepła woda w mieszkaniu jest, niemalże zawsze. niemalże? mój ulubiony junkers lubi czasem robić żarty, chyba doszedł do wniosku, że najlepiej rano. tak, czyli dokładnie wtedy, kiedy idę pod prysznic, mam na wczesną godzinę na uczelnię i za trudno było mi stać 1,5h przed rozpoczęciem zajęć.
zakupy tak bardzo.
prawdopodobnie wielu z nas ma mieszane uczucia w związku ze sklepem. ja, na szczęście, do sklepu mam niedaleko, bo piętro niżej, jednak niuanse z nim związane nie są mi obce. ile razy już się zdarzyło, że człowiek mijając sklep dochodzi do wniosku, że wszystko ma, a gdy tylko wejdzie do mieszkania, zdejmie buty i kurkę, okazuje się, że.. no właśnie, wiadomo.
autobus bardziej.
inną sprawą może być komunikacja miejska. tak bardzo drażniąca, zwłaszcza, gdy na dworze jest zimno. wyjdziesz wcześniej, to czekasz i marzniesz, bo przecież kierowca czegokolwiek jedzie spóźniony. ale spróbujcie Wy się spóźnić, to jedyne, co pozostaje, to machanie na pożegnanie odjeżdżającemu środkowi transportu.
i bardzo zapalniczka.
wyobraźcie sobie sytuację, kiedy gdzieś się spieszycie, ale macie jeszcze chwilę na kupienie papierosów. więc wypadacie z mieszkania, idziecie do sklepu i w drodze, powiedzmy, że na uczelnię, macie ochotę sobie zapalić. wyobrażacie to sobie? na pewno? i w momencie, kiedy wyciągacie papierosa, uświadamiacie sobie gdzie leży Wasza zapalniczka. tak, w domu na półce, którą minęliście szybko zamykając za sobą drzwi.
i na zakończenie myśl kogoś, kogo wszyscy bardzo dobrze kojarzymy.
' pasy, którymi nie jedziesz, zawsze poruszają się szybciej od twojego '
jakie rzeczy Was drażnią najbardziej lub jedyną myślą, poza wszelkimi wulgaryzmami, jest ta o złośliwości rzeczy martwych?
pozdrawiam !
wtorek, 11 marca 2014
pierwszy, czyli w jakim celu.
cel prowadzenia bloga: zaliczenie przedmiotu.
tematyka: brak konkretnej.
doszłam do wniosku, że po czasie sama się wykreuje. prawdopodobnie z początku będzie krążyła wokół marudzenia, dziwnych przemyśleń, toku rozumowania, który zawsze wszystkich drażni i ogólnie całego badziewia, jakie siedzi we łbie. czyli.. nic konkretnie.
nota bene: nie wszystko można brać na serio, nigdy, to oczywiste. a już na pewno, gdy trafiło się w te części internetów.
pozdrawiam !
Subskrybuj:
Posty (Atom)



